„Spływające oblicze z obręczy własnej czaszki”

Jest to zwyrodnienie tragedii.Ostatnie na scenie.Zanim kurtyna opadnie ,rozpacz przesciga smierć i ratuje widownie przed nudą skazując bochatera na agonie.Publika klaszcze,nastepnie wstaje i wychodzi z sali  zas swiatla gasną.Przezyto tragiczny dylemat,podjeto krwawą decyzje,cierpiano,wzruszono widzow wiec przyszedl czas na najgorsze.Zwyrodnienie.Z tym sie nie walczy,nie kłóci,nie krwawi.Cierpienie; tego sie trzyma ,desperacko.Tak jest w rzeczywistosci, posrod chorych i zaburzonych psychicznie.Czesto nie sposob zrozumieć nawet przez psychoterapeute.Dlaczego on nie chce wyzdrowiec,boi sie zmiany na lepsze i pielegnuje ten przeklety grymas bolu na twarzy.

W glebi duszy, a dla naszej psyche cierpienie jest swiete,jak bardzo bysmy nie przeczyli temu.Niezaleznie od nas,gdyz to wymuszona swietosc.Przed tą swietoscią korzyć sie musi nasza duma, nasza godność i własny szacunek.Korzyć sie i pokutować by przyjąć na ich miejsce poniżenie,wstyd oraz oplutą samoocene.Pobratyncy cierpienia.Zadnej w nim swietosci,jedynie tępy ból. Niegdys godnosc i duma jak kosci twarde w naszym ciele ,wbite mocno i pewnie utrzymywaly czlowieka.To byla niezmiennosc JA,dająca stabilnośc-najwyzsza wartosc psyche.Z niej dopiero wyprowadzano funkcjonalnosc[niezbedne by przezyc].Tą triade cech zastapiło ponizenie,wstyd i pogarda do siebie samego.One sie staly jedynym odniesiem nawet w jezyku.Każde nieme pytanie o ich byt stanowilo swiadectwo ich sily.Kości zastąpiły sztywny pręt w plecach oraz pare drutów zamiast zeber.Choć krwawo wbite w cialo to gwarantujące utrzymanie.Choć bolesne to broniące przed niepewnością upadku. To nasza część.Istnieje tylko milcząca akceptacja i rownie niemy placz.

Najwyzszą instancją w naszej wewnetrznej hierachi jest spójność[integracja] i wszelkimi mechanizmami obronnymi bedzie sie psyche bronila przed dezintegracją.Strach przed dezintegracją osobowosci,a w praktyce przed utratą funkcjonalnosci,wykonywania tego co dotychczas ,jest wiekszy od cierpienia.Zbyt dobrze taka osoba wie jak zła jest jego sytuacja i niekorzystne srodowisko by pozowolic sobie na utracenie funkcjonalnosci,pokracznej funkcjonalnosci ale jednak.Wiec tym wiekszy strach przed zmianą [ i akceptacja cierpienia] im gorsze piekło w ktorym przyszlo zyc.Niewykluczone ze im przyjazniejsze srodowisko rodzinne i towarzyskie tym mniejszy lęk przed zmianami ,a szczegolnie zamianami na lepsze.


About this entry