Nierozpoczeta polemika na temat Freuda

Dr K. bez zdowego krytycyzmy omawiala metode objasniania snow Zygmunta Freuda by na koniec, skrzetnie omijając kontrowersje metodologiczne, wymienic pare kryteriow ktore musi spelniac dana dziedzina aby uchodzic za naukową.Wedlug tych punktow  kosciol scjentologiczny spelnia tyle co psychoanaliza.W tym momencie pozwolilem sobie na malą uwage jakoby dociekania Freuda mogly byc  niczym innym jak tylko mysleniem zyczeniowym, poniewaz sny sa formami podobnymi do plam Rorshacha i wnioski z nich plynace muszą miec podobny status.Reakcją dr K. byl brak reakcji, nikt nie chce ze mną rozmawiac dlatego pisze tutaj sam do siebie…

Stosunek do dorobku ojca psychoanalizy jest zazwczyaj skrajny; od patologicznej ekscytacji do rownie patologicznej nienawisci, takze nawet male slowo krytyki u niektorych wzbudza fałszywą antycypacje nienawisci do Freuda.Trzeba osąd wywazyc; nie w imie szacunku do zdania ogolu ale w imie sprzeciwu wobec  skrajnej polaryzacji.

Wracajac do tematu, dr K. wspominala ponadto o statystykach ktore dowodzą ze prace nad snami jako psychoterapia są rownie skuteczne co inne formy terapii. 100 lat temu uwazano ze poznanie przez chorego przyczyny histerii jest droga do wyzdrowienia, po 50 latach stwierdzono ze sam chory musi odkryc przyczyne swojego problemu aby moc go przezwyciezyc.Czy za kolejne paredzieisat lat nie stwierdzimy ze „odkrywanie przyczyny” tu nie gra zadnej roli tylko skutek uboczny tej swobodnej interpretacji  jaką jest odzyskanie poczucia kontroli nad sobą, sila ‚wiedzy’, odbudowanie ‚gruntu podnogami’, nadzieja wynikla z tych ‚odkryc’ lub zwykle wyjscie z amoku a co za tym idzie i odzyskanie utraconych zasobow ?


About this entry